• Wpisów:6
  • Średnio co: 108 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 00:35
  • Licznik odwiedzin:5 232 / 759 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Dobra, znowu trochę mnie poniosło z nieobecnością. Jak zawsze. No nic.
Wrzucam coś, żeby nie było pusto.



Stary rysunek, zrobiony parę dobrych miesięcy temu na jednej z lekcji angielskiego. Na pewno była to jeszcze klasa maturalna.
Dziś postanowiłam napisać coś o mnie, żeby była tu większa możliwość poznania pewnych cech mojego charakteru, które nie zawsze ujawniają się w tym, co piszę.
• Lubię mówić o sobie, lubię myśleć o sobie i zajmować się sobą. Jestem egoistką.
• Mam bardzo duży dystans zarówno do siebie, jak i do innych. Mój humor jest szyderczy. Lubię śmiać się ze wszystkiego i ze wszystkich, jednak zazwyczaj nie robię tego złośliwie.
• Jestem maksymalnie niekonfliktową osobą. Nie kłócę się nigdy. Gdy ktoś mnie obraża, ja mogę siedzieć spokojnie i dopytywać się o argumenty odnośnie stwierdzeń dotyczących mojej osobowości. Uważam, że kłótnie nie wnoszą nic dobrego, toteż kompletnie nie wdrażam ich w swoje życie i unikam jak ognia. Gdy coś idzie nie po mojej myśli, bądź mam do kogoś jakiś problem, to zawsze rozmawiam o tym na spokojnie.
• Mam w sobie wiele cech hipochondryka, jednak nie nazwałabym się taką osobą. Często wmawiam sobie choroby, bo lubię, gdy ktoś się o mnie troszczy. To brzmi niesamowicie banalnie i głupio, ale tak niestety jest XD
• W rozmowach bardzo rzadko używam słynnych "emoji". Niemal jedyną przewijającą się w moich rozmowach emotikoną jest słynne "xD" i wstawiam ją w prawie każde zdanie. Jeśli chodzi o słynne emoji, to najczęściej powtarza się u mnie symbol inwalidów. Idunno.
• Rysuję od 3 roku życia, jednak w ostatnim czasie robię to naprawdę bardzo rzadko. Ostatnio rysowałam cokolwiek na poważnie ponad miesiąc temu.
• Jeśli chodzi o rysunki, to zdecydowanie bardziej podziwiam artystów rysujących coś kompletnie własnego, wymyślonego przez nich, aniżeli ludzi rysujących portrety, bądź przerysowujących ze zdjęć. Faktycznie, jest to umiejętność szlifowana przez lata, bardzo to doceniam i podziwiam, aczkolwiek ja zwracam ogromną uwagę na kreatywność twórcy i jego własny pomysł, więc nawet, jeśli osoba pragnąca przelać na kartkę twór własnej wyobraźni nie zrobi tego technicznie tak dobrze, jak osoba umiejąca idealnie coś przerysować, to i tak jest dla mnie na wyższej pozycji. Oczywiście, jeżeli sam pomysł mi się spodoba xD
• Mam wiele fobii. Tak - fobii, a nie zwykłego strachu przed daną rzeczą. Paniczny lęk wywołują u mnie:
- szpitale,
- uczelnia i szkoły (tak - to dziwne, zdaję sobie z tego sprawę, ale często aż chce mi się płakać i dopada mnie niezwykle silny stres, gdy zaczynam o tym myśleć),
- W-F. Nauczycielka kiedyś śmiała się ze mnie, że nie potrafię zrobić skłonu, przez co później zaczęła się śmiać cała klasa, a ja, jako ośmioletni wtedy gówniak bardzo wzięłam to do siebie i od 4 klasy podstawówki unikam tego przedmiotu. Jak na złość, przez 10 lat byłam w klasie z dziewczynami jeżdżącymi na zawody z ręcznej, a mój nauczyciel był ich trenerem, przez co zazwyczaj graliśmy albo w ręczną, albo w siatkę (na zawody z siatkówki jeździły laski z równoległej klasy, z którą mieliśmy W-F), więc darcie przez nie mordy na osoby, którym coś nie wyszło było nieuniknione i tenże przedmiot od zawsze powoduje u mnie niemiłosierny stres. W szkole podstawowej i gimnazjum zdecydowanie wolałam pisać sprawdziany bez przygotowania, będąc skazana na kosę, niż iść na jedną lekcję W-Fu.
- ćmy, świerszcze i wszelkie owady latające bądź skaczące (w lecie, gdy jest ich pełno, o godzinie 20 zamykam w pokoju okna i drzwi balkonowe niezależnie od temperatury i nastawiam budzik na 3:40 w celu otworzenia ich ponownie),
- wymiotowanie (wolę się męczyć przez tydzień, niż iść raz się wyrzygać i mieć spokój),
- tabletki (nie jestem w stanie przełknąć tabletki niezależnie od jej wielkości, boję się i gardło mi się zaciska),
- cisza w miejscach publicznych pełnych ludzi. Na przykład taka sala lekcyjna. Gorączki ze stresu w czasie sprawdzianów, czy nawet zwyczajnych lekcji niewymagających przygotowania były dla mnie codziennością.
- burczenie w brzuchu w miejscach publicznych. Doprowadza mnie do ogromnej paniki, więc wrzucam w siebie jedzenie co godzinę nawet, gdy nie jestem głodna i nawet, gdybym miała źle się po tym czuć. Pamiętam, jak na próbnych testach gimnazjalnych z matmy byłam trochę głodna i w momencie, gdy poczułam, że mój brzuch zaraz zacznie marudzić, zaznaczyłam na arkuszu byle jakie odpowiedzi i oddałam kartkę, byleby szybko wyjść. Po wyjściu z sali od razu zalała mnie krew z nosa, pojawiła się gorączka i było mi niefajnie. Poprzednia fobia jest spowodowana właśnie tą.
- ciemność (do tej pory śpię z niewielkim oświetleniem w pokoju, typu lampka lub światełka)
Swego czasu strasznie bałam się również nocy. Co wieczór łapał mnie stres i trzęsłam się patrząc przez okno o godzinie 21. Nie mogłam spać, zasypiałam dopiero wtedy, gdy robiło się jasno. Miałam też ogromne lęki związane z opętaniem, z samym tematem opętania, po prostu nie można było go przy mnie poruszać. Dziwne, bo nigdy w życiu mnie to nie dotyczyło, nie miałam z tym styczności, ani nie widziałam osoby opętanej.
• Mam problemy z węchem. Często coś śmierdzi mi pleśnią, spalenizną lub gazem, gdy inni tego nie wyczuwają.
• 8 lat temu bardzo upodobałam sobie kolczyki w wardze i szłam przez okres dojrzewania z pewnością, że w przyszłości będę je mieć. I tak, podobały mi się cholernie przez 8 (!!!) lat. W tym roku jednak zdecydowałam, iż z pewnością nie będę ich robić, bo po prostu do mnie nie pasują, przeszedł mi pierdolec po bardzo długim czasie i nie chcę mieć kolczyków nigdzie na twarzy. Planuję jedynie w obojczykach. Również podobają mi się od bardzo długiego czasu, a nie będą mieć aż tak dużego wpływu na mój wygląd, w porównaniu do kolczyków na twarzy.
• Bardzo lubię kolorowe włosy. Robiłam wielokrotnie eksperymenty przy pomocy bibuły i na mojej głowie znajdował się już fiolet (4 razy całe włosy, kolor był bardzo widoczny, dodatkowo raz miałam końcówki i grzywkę), czerwień, róż, niebieski. Robiłam też płukankę z orzechów, która przyczyniła się do tego, iż moje włosy z ciemnego blondu zabarwiły się na rudo. Kolor trzymał się bardzo długo, prawie rok. Końcówki do tej pory mam dosyć rudawe. Oprócz tego moje włosy po tym "zabiegu" znacznie rzadziej się przetłuszczały, więc generalnie to polecam z całego serduszka, super sprawa. Trzeba tylko uważać z kolorem, bo włosy mogą się przyciemnić, mogą stać się rudawe, albo obrzydliwie zgniło-zielone. Miałam takie na początku u góry, ale szybko się spłukały i stały się po prostu ciemniejsze od reszty.
• Pierwszą rzeczą, jaką zauważam u płci przeciwnej (oczywiście mowa o samym wyglądzie, nie wnikając w charakter) są włosy. KOCHAM długie lub po prostu dłuższe włosy u chłopaków, to chyba najpiękniejsza rzecz na świecie. Później patrzę na twarz (głównie oczy skupiają moją uwagę), posturę, styl ubioru.
• Uwielbiam cyniczny i sarkastyczny humor.
• Niesamowicie dużo marudzę. I zdecydowanie najlepiej dogaduję się z osobami, które również posiadają tę cechę xD
• Lubię rozmawiać o jedzeniu. Serio. Jedzenie zajmuje bardzo dużą część moich myśli i moich rozmów. Co dziwne, kompletnie nie potrafię gotować. Gdy pewnego razu chciałam odsmażyć pierogi, to farsz oddzielił się od reszty. A przy mieszaniu sosu do spaghetti spaliłam dwie rękawiczki. Taka zdolna jestem.
• Jak można wywnioskować z punktu wyżej - jestem straszną niezdarą. Mogę przewrócić się wszędzie, zawsze wszystko psuję i wszystko mi się w rękach rozlatuje. Wyrwałam już rączkę z lodówki, połamałam odkurzacz do tego stopnia, że kupno nowego było koniecznością, wyłamałam ze 2 razy drzwi z zawiasów, rozwaliłam 3 razy metalowe krzesło, a gniazdka przypadkowo wyrywam notorycznie. Podrzucenie mi do pilnowania przez chwilę jakiejkolwiek rzeczy jest wyjątkowo ryzykowne.
• Nienawidzę się uczyć, nie potrafię tego robić i to jest straszne, bo jestem na studiach i mam już dwie dwóje. Kompletnie nie potrafię się za siebie wziąć, tym bardziej, że miałam 5-miesięczne wakacje.
• Jestem wieczną anemiczką. To przykre, bo chciałabym oddawać krew i chcę być dawcą szpiku.
• Mam około 173 cm wzrostu i ważę 52 kg.
• Ciężko określić, czy jestem introwertykiem, czy ekstrawertykiem. Uwielbiam samotność, ale wpływa ona na mnie znacznie bardziej destrukcyjnie, niż u innych ludzi, bo moja psychika jest niezwykle delikatna. Potrzebuję ludzi do szczęścia i przebywanie z nimi często daje mi dużo radości. Mimo to, większość czasu spędzam samotnie i izoluję się.
• Mój znak zodiaku to rak. Bardzo do mnie pasuje. Tak samo moje imię - jego znaczenie jest niemal idealnym odzwierciedleniem mojego charakteru. Polecam poczytać o zodiakach i imionach, ciekawy jest również enneagram i MBTI.

Chyba tyle na dziś.
Jest już po północy, jestem zmęczona. Na jutro mam trochę roboty, więc pewnie kładę się spać.

Dobranoc.

- Anonymous

Btw możliwe, że kiedyś będę kontynuować fakty, bo pominęłam bardzo wiele rzeczy, o których chciałam wspomnieć.
 

 
Nie było mnie 2 tygodnie. Długo, wiem. Chociaż trzeba przyznać, że na swoim koncie mam już zdecydowanie dłuższe przerwy, i jeżeli chodzi o najdłuższy czas niepisania, to powoli pobijam rekordy.
Wyprowadziłam się tydzień temu. Póki co na weekendy zamierzam przyjeżdżać do domu. U siebie, w nowym miejscu zamieszkania, nie mam internetu, więc w końcu mogę cokolwiek napisać.
Przyznam szczerze, że spodziewałam się znacznie gorszego. Kurcze, trafiłam na super dziewczyny. Mieszkanie mam ładne, jak na akademik. Na uczelni znalazłam się dosyć szybko. Mam już ludzi, których się trzymam, ale wciąż zdobywam nowych znajomych.
Jest zdecydowanie lepiej, niż myślałam, choć w dalszym ciągu będąc w mieszkaniu nie czuję się swobodnie. Po prostu nie jestem przyzwyczajona do dzielenia pokoju z drugą osobą, ale ponoć jest to kwestia czasu. Mam nadzieję, bo stresu mam po dziurki w nosie i jeszcze więcej.
Natomiast kompletnie nie przypadł mi do gustu kierunek, na którym jestem i rozważam opcję przeniesienia się. Zobaczymy, jak to będzie. Póki co jest strasznie. Przedmioty kompletnie odbiegają od moich zainteresowań. Ciekawa jest jedynie grafologia, angielski też może będzie okej. Ale nie ma co ukrywać - ja osobą ambitną nie jestem. Nie lubię i nie potrafię się uczyć. Wiadomo, że kilka fajnych osób i jeden, bądź dwa przedmioty nie utrzymają mnie na kierunku, nie zmotywują do nauki. Nie wiem, co robić. Jestem w kropce. Niby to dopiero pierwszy tydzień i nie ma co panikować, ale z drugiej strony później nie będę mogła się w razie czegoś przenieść.
Ciężka decyzja - brnąć w to dalej, czy szukać czegoś nowego? Miejmy nadzieję, że szybko wybiorę prawidłowe rozwiązanie.

Na koniec notki dorzucam rysunek, coby nie było tak pusto.


Życzę wszystkim miłego wieczoru.
Jutro jadę z powrotem. Średnio mi się to widzi, no ale nie ma co przeżywać.
Póki co pokręcę się jeszcze, posłucham muzyki i pogram w Dark Colony (GRA DZIECIŃSTWA!).
A więc jeszcze raz dobranoc!

- Anonymous ~
  • awatar Millscape: Przecudny rysunek, a rób tylko to, co uważasz. Lepiej mieć pretensje do siebie, że coś się źle wybrało niż sugerować się, kto co tam powiedział. Powodzenia życzę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Witam.
Dziś może nieco spokojniejszy wpis xD
Jeżeli jest tu ktoś, kto czytał mojego bloga przed tym, gdy pousuwałam wszystkie wpisy i zrobiłam sobie przerwę, to wie, że moją pasją jest rysowanie. Publikowałam niegdyś wiele postów z moimi rysunkami, jednak pewien czas temu zdecydowałam się na skasowanie wszystkiego, bo zawiesiłam bloga.
Póki co z racji tego, że planuję reaktywację bloga, to postanowiłam z powrotem zacząć publikować tu swoje rysunki, z tą różnicą, że teraz będę publikowała je pojedynczo, po jednym na notkę. Po prostu chcę mieć zapas, w razie, gdy dorwie mnie brak weny.
Bazgroły, którymi się zajmuję są zazwyczaj rysowane kompletnie z głowy i nie inspirowane niczym. Więc w żadnym wypadku nie zezwalam na kopiowanie tych prac bez podawania linku do oryginału, ani na zrzynanie całego pomysłu bez podania źródła "inspiracji".

No cóż, wydaje mi się, że u góry wszystko wyjaśniłam, więc przejdźmy może do rysunku na dziś.



Ten szkic wykonałam niecały miesiąc temu i do tej pory jestem z niego bardzo zadowolona, szczerze mówiąc.
I nie będę ukrywać, że na żywo wygląda lepiej, niż na tym zdjęciu xDD Agh, ale ze mnie narcyz. Czasem trzeba.
Niestety zdaję sobie też sprawę z tego, że okrąg za postacią jest niesamowicie krzywy i asymetryczny, ale rysując to sądziłam, że nie uda mi się przelać na kartkę tego, co miałam w głowie, bo byłam po dłuuuugiej przerwie w rysowaniu spowodowaną brakiem weny i chwilowym załamaniem, i stwierdziłam, że będzie to zwykły próbny projekt, więc wzięłam ołówek, machnęłam ręką jakkolwiek, byleby tylko wyszło coś na kształt okręgu, a następnie poprawiłam długopisem.
I to chyba tyle na temat tego rysunku.

Dopiszę jeszcze, że kocham rysować długopisem, jest to definitywnie moja ulubiona technika i zwykle rysuję bez szkicu, bo nie jestem do tego przyzwyczajona.

W każdym razie mam nadzieję, że się podoba.
Za niedługo planuję napisać notkę o faktach o mnie (była kiedyś, ale pewne rzeczy się zmieniły i to w sumie nie jest dziwne, bo minęło naprawdę dużo czasu). Nie wiem, czy w następnej notce pojawi się jakiś rysunek, bo nie chcę nimi spamować zbyt często, a mój blog prawdopodobnie nie będzie opierał się tylko na nich.

Miłego wieczoru życzę wszystkim.

- Anonymous ~
 

 
AAAAGHR, jestem niesamowicie wkurwiona i załamuje mnie podejście niektórych ludzi do pewnych spraw.
Przed chwilą na asku trafiłam na pewien profil, i kurcze, chyba nigdy nie przestanie mnie dziwić to, że ludzie NAPRAWDĘ afiszują się samookaleczaniem i uważają to za coś pięknego. Obsesyjnie wrzucają zdjęcia pociętych rąk. Naprawdę, do cholery?
Co jest pięknego w tym, że ktoś robi sobie krzywdę? Naprawdę podoba Wam się to, że ktoś nienawidzi siebie, czy odnajdujecie w tym zrozumienie i zamiast pomagać sobie nawzajem z tego wyjść, to razem ciągniecie się w dół?
Dlaczego, DLACZEGO ludzie uważają depresję za coś pięknego. To poważna, nieustannie nawracająca się choroba psychiczna, która nigdy, NIGDY do kurwy nędzy, nie będzie piękna.
Smutek może być inspirujący, to fakt. I jest potrzebny, żeby człowiek dokładnie zastanowił się nad swoim życiem. Ale w nadmiarze jest zajebiście niezdrowy, co jest z resztą oczywiste i strasznie denerwuje mnie głupota ludzi, którzy tego nie dostrzegają.
Często sami wmawiają sobie depresję, bo według nich jest "ładna", podczas gdy ludzie chorujący na nią latami modlą się o to, by z tego wyjść i zacząć cieszyć się życiem.
Błagam, przejrzyjcie na oczy.
CHOROBA nigdy nie może być ładna. Nigdy.
Z chorobą trzeba walczyć, a nie ją chwalić. I dotyczy to zarówno chorób psychicznych, jak i fizycznych.
Zastanówcie się nad sobą i zacznijcie cieszyć się życiem zamiast wymyślać kolejne schorzenia, bo ma ono Wam naprawdę wiele do zaoferowania. Po prostu się na to otwórzcie i wyjdźcie ze swojego wyimaginowanego świata.

I UWAGA, depresja nie ma nic wspólnego z reblogowaniem pociętych łapek na tumblrze. Znam osoby ze zdiagnozowaną depresją, nawet bardzo zaawansowaną i jakoś nie przyszło im do głowy to, żeby wpuszczać w internet cytaty o samobójstwie, bo mają świadomość tego, że przeglądanie takich rzeczy jedynie pogrąża ich w smutku, a nie pomaga.

A osoby z kompleksami chcące je zwalczyć nie będą szukać pocieszenia w obrazkach z tekstem wytykającym im wszystkie wady, a raczej tam, gdzie znajdą pomoc w zaakceptowaniu siebie.


Za każdym razem, gdy trafiam na posty popierające anoreksję i depresję, budzi się we mnie niesamowicie intensywny gniew.

Samej idei cięcia się w ogóle nie rozumiem i nie popieram, ale osoby chore na depresję często podejmują się rzeczy kompletnie nielogicznych i takich, których nie podjęliby się nigdy będąc zdrowym, więc tego tematu ie zamierzam jakoś szerzej poruszać.

Tyle ode mnie.
I swoją drogą zapraszam na mojego wczoraj założonego tumblra, możecie polecić ciekawe blogi, w których NIE MA promowania depresji i jarania się samobójstwem, czy anoreksją (chociaż na pingerze ciężko będzie znaleźć ludzi, którzy się tym nie jarają, ale zawsze można próbować).

http://superladnerzeczyx.tumblr.com/
Miłego wieczoru.

- Anonymous ~

2396
 

 
Ach, mam odwieczny problem z tym, jak zacząć post. Kiedyś się nauczę.
Początkowo może napiszę, co u mnie. Jeżeli oczywiście kogokolwiek to interesuje, a co wątpię, bo nie mam czytelników, ale lubię pisać. Nawet, jeśli robię to tylko dla siebie. Rzekłabym nawet, że to jest dla mnie dużo przyjemniejsze, bo poprzez świadomość tego, że nikt nie czyta moich postów, mogę pozwolić sobie na więcej. A przynajmniej takie odczuwam wrażenie.

A więc tradycyjnie rozmyślam dużo o zmianach. Mam jeszcze 10 dni do tego, żeby się przygotować i przede wszystkim ocknąć. Muszę zacząć żyć, obudzić swoją świadomość, którą zagubiłam przez te parę miesięcy żyjąc nieustannie w świecie fikcji i tego, co nierzeczywiste.

Szukając sposobu na zagospodarowanie wolnego czasu jakkolwiek, byleby tylko nie spać, trafiłam na pewien ciekawy artykuł, który skłonił mnie do pewnych przemyśleń. Och, jak ja lubię, kiedy cokolwiek sprowadza mnie do zagłębiania się w daną rzecz, zastanawiania się nad nią nawet pół dnia. I właśnie tego dotyczyły moje dzisiejsze refleksje - myślenia. Całego jego procesu.
Myśl jest czymś niesamowitym. Czymś, co w żaden sposób nas nie ogranicza. Czymś, w czym możemy czuć się całkowicie wolni, nikt się tam nie wkrada, nikt nas nie ocenia. Z myśli wywodzi się wyobraźnia, która również jest czymś genialnym. Jesteśmy w stanie wyobrazić sobie WSZYSTKO. Wszystko, co jest możliwe do wyobrażenia. Brak jakichkolwiek barier.
Chodzi mi oczywiście o myślenie bardziej filozoficzne, aniżeli praktyczne, choć obie rzeczy są ważne. Osobiście zajmuje mi to naprawdę dużo czasu, znaczną większość. Lubię oderwać się od rzeczywistości siedząc w samotności, rozmyślając nad wszystkim. Nad sensem własnego istnienia, nad przeszłością, teraźniejszością i przyszłością, nad czymkolwiek wymagającego własnego stanowiska, nad własnymi poglądami. Nie byłabym w stanie żyć tak mechanicznie, jak inni. Wstają, robią coś nie zastanawiając się nad niczym. Codziennie potrzebuję naprawdę długiej chwili refleksji, nie tylko dotyczącą dotychczasowych zdarzeń i tak zwanego "gdybania". Lubię zastanawiać się nad sensem istnienia czegokolwiek, nad własną egzystencją, nad swoją świadomością, nad moim stanowiskiem odnoszącym się do poszczególnych, nawet kompletnie nieistotnych spraw.

Dla wielu osób może to wyglądać jak celowe doszukiwanie się problemów tam, gdzie ich nie ma. Niektórzy oceniają to jako kompletne marnowanie czasu.
Być może jedna i druga strona ma poniekąd rację.
Otóż zbyt duży natłok myśli może wprowadzić nas w zły nastrój, może wywołać chaos w naszej głowie, co może odzwierciedlać się w rzeczywistości.
Często jest również tak, że zatracamy się we własnych myślach zamiast zacząć działać. Zamiast po prostu żyć, a przecież czas mamy ograniczony.
Niemniej jednak uważam, że czasem warto się zatrzymać i zagłębić w świecie myśli i wyobraźni, choćby po to, żeby mieć własne zdanie, żeby móc bardziej poznać siebie, żeby znaleźć sobie jakiś cel, albo żeby po prostu odpocząć od rzeczywistości.
Każdemu jest to potrzebne.

Naszła mnie jakaś ochota na przelanie tu tego, co mam w głowie.
Muszę trochę oderwać się od fikcji i mimo wszystko wyjrzeć na chwilę poza świat własnej wyobraźni, żeby nie zapomnieć o wcześniej wspomnianym czasie, jaki mnie ogranicza i zacząć żyć.
Po 5 miesiącach ciężko będzie się przestawić.
I to w ciągu zaledwie 10 dni.
Już czuję ten paraliżujący stres, a jednocześnie ciekawość tego, co mnie czeka w tak nieodległej przyszłości.
Boję się, ale jestem dobrej myśli.
Każdy boi się zmian, jak i każdy z czasem musi podjąć się zmiany, nawet tej minimalnej.
Oderwanie się od rutyny jest ciężkie i wprowadza brak uczucia bezpieczeństwa.
Ale nie może być źle. Mam nadzieję, że za 10 dni zacznę całkowicie nowy etap w życiu, który będzie znacznie ciekawszy od tego, co przeżywam teraz. Ba! Jestem pewna, że tak będzie.


Musiałam się rozpisać. Chciałabym wskrzesić jakoś tego bloga, bo umarł już parę miesięcy temu.
Anyway, życzę wszystkim dobrej nocy.

- Anonymous ~
 

 
Mam dobry dzień na pisanie, wciągnęłam się.
Mimo to muszę uprzedzić, że dzisiejsza notka nie będzie ani trochę sensowna. Lubię czasem wyrzucić z siebie wszystkie myśli, nawet, jeśli nie dotyczą niczego konkretnego i są niezwykle chaotyczne.
Mam dobry nastrój do pomocy. Co dziwne, bo od razu, gdy dostałam informację od przyjaciela o problemach z matmą to wzięłam się do roboty i starałam się rozwiązać parę przykładów. Z jebanej matmy, z której nie ogarniam kompletnie NIC, od której mam przerwę od kwietnia. Wiem, że to nie jest nic szczególnego, ale cieszy mnie to, bo na co dzień jestem straszną egoistką i rzadko pomagam w czymkolwiek.

Wielkimi krokami zbliża się październik, a co za tym idzie - już niedługo w moim życiu pojawią się ogromne zmiany. Uczelnia, kompletnie nowi znajomi, nowe i obce miasto, nowe mieszkanie, nieznane dotąd warunki mieszkaniowe, samodzielność, z którą do tej pory miałam niewiele wspólnego. Ten rok będzie ogromną zagadką dla mnie, wyzwaniem. Wszystko będzie świeże. Dużo lęków. Wejście w nieznane, powolne badanie nieodkrytych jeszcze terenów, poznawanie siebie i odkrywanie rzeczy, o których do tej pory nie miałam pojęcia.
Będę musiała dojrzeć choć trochę, nauczyć się organizacji, samodzielności. Będę musiała nauczyć się żyć z innymi ludźmi na co dzień. Chcę otworzyć się na nowe rzeczy, przeżycia, doznania.
W tym roku liczę przede wszystkim na doświadczenie wielu nowych sytuacji, nie tylko dobrych. Moje życie do tej pory jest przepełnione monotonią, skrajną neutralnością, NUDĄ. I pomimo tego, że boję się jak cholera, to ciekawość jednak nieustannie popycha mnie w tę stronę, by posmakować różnych rzeczy, nawiązać relacje z ludźmi, by ukształtować siebie i nabrać odwagi, przestać bać się zmian.
Kto wie, może właśnie ten przełom w życiu pomoże mi odnaleźć własną ścieżkę w życiu. Może naprowadzi mnie na właściwy cel. Podsunie do głowy wiele pomysłów na siebie i na to, co chcę robić. Może będzie źródłem inspiracji, której ostatnimi czasy nieustannie poszukuję, której mam wieczny niedosyt.
Potrzebuję zmian w swoim życiu, bo w tej chwili nie czuję nic.
Obojętność, pustkę.
A to, co mnie czeka początkowo będzie bardzo drastyczne i rażące. Nie ma szans, bym nic z tego nie wyciągnęła.


---

-